Patostreaming jest przestępstwem

Od dziś patostreaming jest przestępstwem.

Nowe przepisy wprost penalizują publiczne rozpowszechnianie w internecie treści, które pokazują przemoc, poniżanie, znęcanie się nad zwierzętami albo popełnianie określonych przestępstw, jeśli robi się to po to, by osiągnąć korzyść finansową lub osobistą, np. zarobić pieniądze albo zdobywać zasięgi.

Za rozpowszechnianie takich materiałów grozi do 3 lat pozbawienia wolności. Co ważne, odpowiedzialność dotyczy samego publicznego udostępniania treści – niezależnie od tego, kto odpowiada za przemoc czy inne przestępstwo widoczne na nagraniu.

  • Jeżeli materiał przedstawia osobę małoletnią, kara może wynieść od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. To szczególnie ważne, bo dzieci i młodzież są jedną z grup najbardziej narażonych na kontakt z brutalnymi i demoralizującymi treściami.
  • Ustawa obejmuje również sytuacje, w których ktoś próbuje bronić się argumentem: „to była inscenizacja”. Odpowiedzialność może dotyczyć także treści pozorowanych, jeżeli mają one wywołać przekonanie, że przedstawiają prawdziwą przemoc lub poniżanie. Zgoda osoby występującej w takim materiale również nie musi zwalniać z odpowiedzialności.
  • Jednocześnie przepisy nie mają blokować działalności dziennikarskiej, informacyjnej, edukacyjnej, naukowej czy artystycznej ani działań podejmowanych w interesie publicznym.

Cel ustawy jest prosty: odciąć możliwość zarabiania pieniędzy i budowania popularności na cudzej krzywdzie.

Państwo nie może być bezbronne wobec osób, które celowo przesuwają granice przemocy i poniżenia tylko po to, by zdobywać kolejne wyświetlenia.

Nadal brakuje nam jednak jednego ważnego elementu, skutecznych narzędzi wynikających z DSA, które pozwalałyby szybciej reagować i blokować nielegalne treści. Po wecie prezydenta pozostaje kodeks karny. Teraz musi być konsekwentnie stosowany.